Jeszcze kilka lat temu 200 Mpx w smartfonie brzmiało jak chwyt z ulotki. Dziś ta liczba wraca, ale w zupełnie innym miejscu – nie w głównym aparacie, tylko w teleobiektywie. Huawei Pura 90s Pro Max to właśnie taki przypadek i świetny pretekst, żeby sprawdzić, czy to ma sens, czy to kolejny wyścig na cyferki.
Od razu zaznaczę: nie będzie tu powtórki z recenzji. Jeśli chcesz pełnego obrazu wszystkich aparatów, zajrzyj do mojej recenzji aparatów Huawei Pura 90s Pro Max. Tutaj skupiam się na jednym pytaniu: co tak naprawdę daje 200 Mpx w teleobiektywie?
Po co komu 200 Mpx w teleobiektywie?
Klasyczny problem teleobiektywu w smartfonie jest prosty: ma stałą ogniskową. Wszystko pomiędzy stałymi wartościami zoomu, a także wszystko powyżej nich, telefon musi „dociągnąć” cyfrowo. Przy matrycy 12 czy 50 Mpx szybko kończy się to papką z detali.

Matryca 200 Mpx zmienia tę matematykę. W normalnych warunkach piksele łączą się w większe grupy (tzw. binning), więc dostajemy jasne i czyste zdjęcie 50 lub 12,5 Mpx. Gdy jednak chcemy przybliżyć bardziej, telefon może po prostu wyciąć środek kadru z pełnej rozdzielczości. Przy 4-krotnym zoomie optycznym wycięcie połowy kadru daje 8x i wciąż ok. 50 Mpx, a wycięcie ćwiartki – 16x i ok. 12,5 Mpx. To nie jest magia, tylko zapas rozdzielczości.
Sama liczba 200 Mpx nie jest w smartfonach nowością. Pierwsze takie matryce trafiły do aparatów głównych kilka lat temu, między innymi w telefonach Motoroli, Xiaomi i w Samsungu Galaxy S23 Ultra. Wtedy często była to raczej liczba do reklamy niż realna przewaga, bo aparat główny i tak ma szeroki kadr, a pełna rozdzielczość przydawała się rzadko.
W teleobiektywie sytuacja wygląda inaczej. Tu każdy dodatkowy piksel przekłada się na zasięg, bo pozwala przybliżyć kadr bez gwałtownej utraty jakości. Dlatego producenci przenieśli te matryce w miejsce, gdzie rzeczywiście mają co robić.

Huawei nie jest tu pionierem. Teleobiektywy 200 Mpx pojawiały się już w telefonach vivo, HONORa czy Xiaomi, zwykle z matrycą 1/1,4″. Pura 90s Pro Max idzie krok dalej z rozmiarem sensora, o czym za chwilę.
Jak to wygląda w Huawei Pura 90s Pro Max
Najważniejsza liczba to nie 200 Mpx, tylko 1/1,28″. Tyle ma matryca teleobiektywu w Pura 90s Pro Max, czyli mniej więcej tyle, co główne aparaty w wielu konkurencyjnych flagowcach. Do tego obiektyw o ekwiwalencie 89 mm, przysłona f/2.6 i stały zoom optyczny 4x zamiast popularnego 3x.
Ciekawe jest też to, z czego Huawei zrezygnował. Pura 80 Ultra miał ruchomy pryzmat przełączający dwie ogniskowe. W nowym modelu jest jedna stała ogniskowa i dużo większa matryca. To świadomy wybór: mniej mechaniki, więcej światła i rozdzielczości, a resztę zakresów załatwia przycinanie kadru.

Na co dzień aparat nie korzysta z pełnej rozdzielczości. Piksele są łączone, dzięki czemu pliki są lżejsze, a zdjęcia czystsze przy słabszym świetle. Pełne 200 Mpx Huawei zostawił w osobnym trybie, dostępnym przy natywnym zoomie 4x, i to właśnie on daje największy zapas do kadrowania już po zrobieniu zdjęcia.
Producent chwali się też stabilizacją odpowiadającą 7 działkom EV. Przy tak długiej ogniskowej to ogromna sprawa, bo każde drgnięcie ręki jest tu mocno widoczne. Do tego dochodzi makro z teleobiektywu, które pozwala fotografować drobne obiekty z pewnej odległości, bez zasłaniania ich cieniem telefonu, oraz nowy tryb wideo z zoomem 20x.

Teleobiektyw, którego używa się częściej, niż się wydaje
Zoom w telefonie wielu osób kojarzy się głównie z fotografowaniem czegoś, do czego nie da się podejść. Tymczasem ogniskowa 89 mm to klasyka fotografii portretowej. Twarz nie jest zniekształcona, tło ładnie się rozmywa, a osoba po drugiej stronie nie czuje, że ktoś wsadza jej telefon prosto w twarz.


Drugi efekt, który bardzo lubię, to kompresja perspektywy. Przy dłuższej ogniskowej obiekty w różnych odległościach wydają się być bliżej siebie. Góry nachodzą na siebie warstwami, budynki w mieście tworzą zwartą ścianę, a zachód słońca za odległym obiektem wygląda na dużo większy. Z aparatem głównym takiego kadru po prostu się nie zrobi.

Osobnym tematem jest makro z teleobiektywu. Klasyczne makro w smartfonach robi się aparatem szerokokątnym z kilku centymetrów, przez co telefon często zasłania światło, a owady uciekają, zanim zdążymy nacisnąć spust. Tutaj można stanąć dalej i wciąż wypełnić kadr kwiatem, kroplami wody czy detalem zegarka. W połączeniu z dużą matrycą daje to bardzo plastyczne rozmycie tła.


Na koniec wideo. Huawei mocno promuje tryb 20x i to jest miejsce, gdzie stabilizacja ma największe znaczenie.
Tryb wysokiej rozdzielczości, czyli o wadze zdjęć
Pełne 200 Mpx nie jest włączone domyślnie i dobrze, że tak jest. Jeśli przełączysz aparat w tryb wysokiej rozdzielczości, musisz liczyć się z tym, że zdjęcia będą ważyć wielokrotnie więcej niż standardowe. Jedno ujęcie potrafi zająć kilkadziesiąt megabajtów, podczas gdy zwykłe zdjęcie z tego samego aparatu to zaledwie kilka.

Na jednym czy dwóch zdjęciach nie ma to znaczenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy zapomnimy wyłączyć ten tryb na wyjeździe i przez cały dzień zwiedzania będziemy robić setki ujęć. Pamięć telefonu, nawet duża, kurczy się wtedy w zaskakującym tempie. Do tego dochodzi kopia zapasowa w chmurze, która szybciej zapełnia wykupione miejsce i dłużej się synchronizuje, zwłaszcza na danych mobilnych.
Trzeba też pamiętać, że tak duży plik telefon zapisuje dłużej niż zwykłe zdjęcie. Przy statycznym kadrze to nie przeszkadza, ale przy dzieciach, zwierzętach czy sporcie lepiej zostać przy standardowym trybie. Podobnie jest z edycją. Obróbka zdjęcia 200 Mpx w galerii trwa chwilę dłużej, a wysłanie go przez komunikator i tak kończy się mocną kompresją, więc cały zapas szczegółów przepada.


Kiedy więc włączać wysoką rozdzielczość? Moim zdaniem przy krajobrazach, architekturze i wszystkich kadrach, które chcemy później przycinać albo wydrukować w dużym formacie. Do tego potrzebne jest dobre światło, bo po zmroku i tak nie zobaczymy z tego trybu korzyści. W każdej innej sytuacji standardowe zdjęcia z połączonych pikseli w zupełności wystarczą.
Czy 200 Mpx w zoomie ma sens? Plusy i minusy
Moim zdaniem tak, ale nie z powodu samej liczby megapikseli. Największą różnicę robi duża matryca, a 200 Mpx jest dodatkiem, który pozwala jej lepiej pracować przy przybliżeniach powyżej 4x.
Co działa na plus? Zoom 8-10x wygląda wyraźnie lepiej niż typowe cyfrowe dociąganie z mniejszych matryc. Duży sensor daje też naturalne rozmycie tła, więc teleobiektyw świetnie sprawdza się w portretach. A pełna rozdzielczość pozwala wybrać kadr dopiero na komputerze.


Są też rzeczy, o których warto pamiętać. Przysłona f/2.6 to wciąż ciemniej niż w aparacie głównym, więc po zmroku telefon i tak łączy piksele, a pełne 200 Mpx traci sens. O wadze plików w trybie wysokiej rozdzielczości już pisałem, więc tylko przypomnę, że to on najszybciej zjada pamięć.
Zakres między 1x a 4x obsługuje z kolei aparat główny z przycięciem, bo nie ma tu osobnego obiektywu 2-3x.







Podsumowując
200 Mpx w teleobiektywie to nie marketingowy gadżet, o ile stoi za nim duża matryca. W Pura 90s Pro Max to właśnie sensor 1/1,28″ robi robotę, a rozdzielczość daje zapas, który widać przy zbliżeniach 8-10x i przy kadrowaniu po fakcie. Nie zastąpi to prawdziwego aparatu z długim obiektywem, ale przesuwa granicę tego, co da się sensownie sfotografować telefonem.
Czy to kierunek, w którym pójdą wszystkie flagowce? Patrząc na konkurencję – bardzo możliwe.



