W poprzednich wpisach pisałem o tym, jak zacząć przygodę z inteligentnym oświetleniem Philips Hue, a potem dołożyłem do systemu przenośną lampkę Philips Hue Go. Dziś kolejny element układanki: Philips Hue Play gradient lightstrip 55″. Taśma kosztuje około 900 zł i została zaprojektowana z myślą o telewizorach. Ja jednak postanowiłem użyć jej inaczej i zamontowałem ją za kanapą, żeby dawała podświetlenie od tyłu. Efekt jest świetny.
Dlaczego akurat Philips Hue Play gradient lightstrip?
Producent reklamuje ją jako dodatek do telewizora, ale to po prostu elastyczna taśma LED, która potrafi świecić kilkoma kolorami jednocześnie. Światło jest rozproszone, a kolory płynnie się ze sobą mieszają. To właśnie gradient odróżnia ją od zwykłych taśm, w których cała długość świeci jednym kolorem.
To ważne, bo nic nie zmusza do tego, żeby taśma wylądowała na telewizorze. Jeśli masz pomysł na inne miejsce, możesz go zrealizować. Ja wybrałem kanapę i po pierwszym wieczorze nie miałem wątpliwości, że to dobry kierunek.

Specyfikacja i obsługa
Dla porządku kilka konkretów. Taśma ma 2,16 m długości i producent przewidział ją dla telewizorów od 55 do 60 cali. Świeci wieloma kolorami jednocześnie, a do tego dochodzi biel o jasności do 1100 lm. Komunikuje się przez Bluetooth i Zigbee, waży około 390 g i nie można jej skracać. W pudełku jest zasilacz i uchwyty montażowe, a do działania potrzebny jest mostek Hue Bridge.

Dwie rzeczy warto wiedzieć przed zakupem. Taśma ma własny zasilacz i producent zaznacza, że nie wolno jej podłączać do zasilacza od Hue Sync Box ani od lamp Play. Poza tym do synchronizacji z obrazem na ekranie potrzebny jest Philips Hue Play HDMI sync box. Ja go nie używam, bo taśma nie wisi przy telewizorze i steruję nią z aplikacji, więc dodatkowy wydatek odpada.

Serce systemu: gradient lightstrip w ekosystemie
Taśma działa w tym samym systemie, który opisywałem wcześniej, więc wchodzi do istniejących scen, jest sterowana z tej samej aplikacji i zmienia się razem z resztą oświetlenia. Mostek jest wymagany, ale jeśli masz już Hue, to nie jest żadna dodatkowa bariera.
Największą przyjemność daje to, że scena ustawiona w salonie obejmuje także taśmę. Zmieniam nastrój jednym ruchem i podświetlenie za kanapą zmienia się razem z żarówkami i lampką Go. Jeśli dopiero zaczynasz, zajrzyj najpierw do pierwszej części.
Kształtowanie przestrzeni: podświetlenie za kanapą
Tu taśma pokazuje, że da się ją wykorzystać zupełnie inaczej niż w instrukcji. Światło od tyłu kanapy optycznie ją odkleja od ściany, dodaje głębi i sprawia, że salon wygląda na większy i bardziej przytulny. Gradient robi tu dużą robotę: zamiast jednolitej smugi dostajemy płynne przejście kolorów, na przykład pomarańczowy w czerwony.
Długość 2,16 m dobrze pasuje do kanapy, więc taśma obejmuje jej szerokość bez kombinowania. Ciepła biel daje spokojny, wieczorny klimat, a intensywne kolory wprowadzają akcent, gdy chcę czegoś bardziej efektownego.

Philips Hue Play gradient lightstrip w fotografii
Nie mogło zabraknąć elementu o fotografii. Kolorowe światło za kanapą świetnie sprawdza się jako tło w kadrze: dodaje głębi i nastroju bez ustawiania dodatkowych lamp. Zmieniam kolor w aplikacji i mam inny klimat zdjęcia bez ruszania sprzętu.

Podsumowanie
Philips Hue Play gradient lightstrip 55″ to dla mnie bardzo udany dodatek, mimo że używam go inaczej, niż przewidział producent. Kosztuje około 900 zł, wygląda świetnie i daje efekt, który naprawdę zmienia wnętrze. Największa lekcja jest taka, że inteligentne oświetlenie nie musi być użyte dokładnie tak, jak w opisie. Czasem najciekawsze efekty wychodzą właśnie wtedy, gdy zrobimy po swojemu.
Jeśli masz już Hue i szukasz pomysłu na efektowne podświetlenie, taśma gradient to dobry wybór, także wtedy, gdy telewizor nie jest jej celem.



